piątek, 19 listopada 2010
Ilu do wkrecenia zarowki?
Pprzypomnial mi sie dzisiaj dowcip ile dzieci potrzebnych jest do wkrecenia zarowki....Przypomnial sie, gdyz jadac rano do pracy zobaczylam przedziwne zjawisko...
A wiec: stoje sobie w korku ktory zostal spowodowany malutka przebudowa wysepki na jakze i tak waskim odcinku drogi, ale mysle sobie siedze w aucie, muzyczka gra, najwyzej spoznie sie do pracy:) A tu podjezdzam do wysepki a tam 7 pracownikow. Jeden opiera sie o jakze potrzebne ogrodzenie, coz moze trzyma zeby sie nie przewrocilo, drugi bacznie pilnuje pierwszego tak na wszelki wypadek, trzeci trzyma kamienna plyte, czwarty podtrzymuje trzeciego, a piaty, szosty o siodmy bacznie ucza sie jak wykonywac tak skomplikowane zadanie.... I wiecie tak sobie mysle, ze ja w pracy stanowczo sie przepracowuje....
niedziela, 13 czerwca 2010
Come on States!!!!!:P
Oj jakie to teraz niepopularne tak mowic, szczegolnie w moich kregach. A co, wcale nie kibicowalam Angli i odczowam dziwne zadowolenie, ze nie wygrali tego meczu. Moi wspolpracownicy chyba mnie nie lubia ale sami pomyslcie: czy ktorykolwiek Polak nosi caly dzien flage polska? Czy ma obwieszony proporczykami caly samochod? I szczyt wszystkiego: czy w naszych sklepach mozna kupic pietruszcze zielona w doniczce plastikowej z flaga? NIE! I pomijam fakt poziomu pilki noznej w Polsce, ale mysle sobie, ze to nie byloby cos, co mozna by spotkac w nad Wisla. A dlaczego? Bo my jestesmy NORMALNI! Poza tym jak to powiedzial kolega w trakcie meczu: 'gosc poscil szmate', wiec chyba nie bede miala zbyt dobrego dnia w pracy..... COME ON STATES !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
praca z idiotami.......tylko wstac i wyjsc.....
Dlaczego by nie wydac jedzenia z restauracji za darmo 5 min przed zamknieciem?????? Alez mozna bo i tak sie wyrzuci-twierdzi supervisor baru. Cos mi sie zdaje ze nie halo ktos pod deklem ma:] Jak gosc zaplaci to sie sprzeda a nie odda za darmo tak czy nie??? pytam??? No, niby tak......... Brak slow.......
środa, 14 kwietnia 2010
[*]
Jakos mi smutno znow, zeszły tydzień jeszcze się nie skończył w mojej głowie. Wyobrażacie sobie porzątkować całe życie obojga swoich rodziców?? Jak żyć z 8 dzieci bez ojca?? Jak funkcjonować bez 23 letniej córki, która dopiero co wyszła z domu?? Jak przyjąć do siebie fakt, że 96 dusz było na pokłądzie TU i rozbiło się w tym 'przeklętym' lesie??
Tylko mi smutno.....
sobota, 10 kwietnia 2010
środa, 07 kwietnia 2010
Ni z tego ni z owego...
Strasznie mnie rozbawił artykuł o moich zmaganiach rok temu, muszę przyznać, że dopiero teraz mogę się uśmiechnąć i podziękować "panu z wąsikiem" za to, że miał sprzeczne uczucia w stosunku do mnie.
Czy wróciłabym do Polski?? Pewnie ale na wakacje. Poki co kraj nic więcej nie jest mi w stanie dać. I chyba nic od kraju nie chce...Żeby nie było, Polska jest moją ojczyzną ale bez obrazy nic mi nie jest w stanie zaproponować.
Krótko po powrocie do Anglii dostałam pracę bez łażenia i proszenia. Wkrótce po tym zmieniłąm firmę na lepszą i obecnie jestem zastępcą managera 2 hoteli. I jest fajnie. Dzięki nowej firmnie skończyłam masę pomocnych kursów i zaczęłam studia. Młoda chodzi do childminder, dzięki czemu super się rozwija. Jedyne czego bym sobie teraz życzyła to zdrowia dla siebie i rodziny, bo dopoki ono bedzie, dam rade.......
C.D.N.
piątek, 03 lipca 2009
Raz na górze raz na dole....
Oj zaległości mam, że hej:) Ale nic jakoś damy radę nadrobić. Tak więc nadal pracuję (jestem suprem), Młodej nadal z nami nie ma aczkolwiek już z górki:P Niedługo przeprowadzka do własnego mieszkanka i kurcze jakąś szkołę muszę znaleźć, co by się nie cofać w rozwoju:)
Z innej beczki fala upałów nas zalała i już ledwo żyjemy. Już nawet zdążyłąm katar od klimatyzacji złapać, bo bez klimy się nie da:) Mój Małż opalony do połowy, czyli tylko plecki, a klatą może zajączki puszczac:P:P:P Oj dobrze, że od tego nie czyta:)
No nic o na tym dziś zakończę....i pozdrawiam:*
poniedziałek, 11 maja 2009
Doła dzień pierwszy...
Jakie to było łatwe do przewidzenia, tęsknię za Młodą jak cholera. Niby pracę mam, ale jakoś dziś mam wrażenie, że moje życie zmierza do nikąd. I jeszce nie mam własnego dziecka przy sobie.... Chyba jakaś kiepska ze mnie matka...i chyba pojadę po nią wcześniej...już wole siedzieć z nią w domu niż tęsknić za nią tak bardzo. I wogóle dziś jakiś dzień mam do dupy....i już mi się nie chce pisać....
sobota, 09 maja 2009
I jak tu nie kochać Anglii??????????
I jak można się było tego spodziewać, w ciągu tygodnia mam pracę. Bez specjalnych starań i pielgrzymek do tutejszych Urzędów Pracy:) Sama nie wiem jak to skomentować.............
wtorek, 05 maja 2009
L jak Londyn, G jak gangster...
Wracam do Londynu autkiem. Przeprawa przez Polskę to jakiś koszmar, dziury w drogach i te debilne ograniczenia prędkość, które powodują powstawanie korka widmo....A niemiecka autostrada to istne cacko. Przyznaję szczerze, że nie ma innego narodu, który pokazuje taką kulturę na drodzę jak Niemcy....Zadziwiający jest fakt, że każdy zna swoje miejsce, żadne przerośnięte ego posiadacza auta średniej klasy nie próbuje udawać, że może mierzyć się z masserati. Średnia prędkość środkowego pasa to 165 km/h. Lewy to inna bajka. Widziałam je tylko w lusterku i już były daleko przedemną.......szaleńcy:) Za to Francja to kraj w którym przy prędkości 60km/h można rozwalić się na beczkach stojących przy odjazdach z autostrady. Sama osobiście widziałam jak auto na belgijskich blachach stało przy rozjeździe i kierowca próbował odczytać gdzie ma jechać. Istne szaleństwo...znaków nie ma a jak są to są nieczytelne.
Port Dunkierka i przepyrka samochodu i przepytanie nas pasażeró, gdzie i po co... bez komentarza:)
Port w Dover bez przepyrki...chyba tylko dlatego że autko mamy brytyjskie i se pomyśleli, że Brytyjczycy. Dziwne bo jak popatrzeć na nasze facjaty to przez myśl by mi nie przeszło, że jak angielka wyglądam:):):)
Hahaha wjechałam do Londynu i tu na pierwszym skrzyżowaniu wita mnie uśmiechem murzynek prosto zza szyb czarnego BMW z przyciemnianymi szybami...no i jak tu się nie bać??? Przejeżdzamy przez dość nieciekawą dzielnicę i słychać strzały...normalnie jak w Nowym Jorku:P nigdy nic nie wiadomo:)
A zmieniając temat. Tylko wróciałam do domu, zdążyłam się przeprowadzić, odmalowac nowy domek i jestem na etapie szukania pracy. Muszę odnowić stare znajomości i może uda się coś załatwić zanim przywiozę Młodą do siebie. Ale najpierw musi dostać nowy paszport:) Więc mam troszkę czasu:)
Małżonek jest dziś pierwszy dzień w pracy. Urlopik długi a tu pododa nieciekawa i do roboty trzeba iść. Normalnie koszmar....
A ja się nudzę!!!!!!!!!!!!! Bożżżeeszzzzz posprzątane, ugotowane a ja nie mam co ze sobą zrobić. Ale jest NUDNO bez Młodej.... Muszę iść do pracy....Bo zwarjuję....
|
|